O autorze
Piotr Wieleżyński - Kontynuując moją życiową pasję, którą jest podróżowanie, chciałbym pozostawić świat, w którym żyjemy w takim samym stanie w jakim go zastałem. Po skończeniu studiów na kierunku Rozwój Zrównoważony, stwierdziłem, że trzeba nabyć doświadczenia w tzw. "polu" (z ang. field). Udało mi się dostać na pokład projektu zajmującego się dziedziną, która mnie bardzo interesuje, a mianowicie odpady i wszelkiego rodzaju marnotrawienie. Żyjemy w świecie nieznającej granic konsumpcji i uważam, że dopóki jest coś jeszcze do zrobienia to trzeba się o to starać. Naprawdę nie chciałbym, żeby moje dzieci czy wnuki
żyły na wysypisku śmieci i były karmione chemią.

Co się pija w Amazonii?

Przyjeżdżając po raz pierwszy do wioski Indian Achuar (zamieszkują tereny na pograniczu Ekwadoru i Peru), chciałem zrobić dobre wrażenie. Pokazać mój zapał do pracy, rzucić się od razu w wir działania. Tymczasem, by dobrze wypaść, najpierw trzeba spokojnie usiąść, pogadać i poczekać na chichę.

Chicha jest trunkiem występującym u wielu plemion indiańskich zamieszkujących tereny Amazonii i rytuał z nią związany można porównać do słynnego palenia fajki pokoju. Jedyną różnicę stanowi fakt, że chichę pije się na okrągło. Proces przygotowywania na pierwszy rzut oka jest dość niesmaczny (zresztą może nie tylko na pierwszy). Najpierw gotuje się maniok, który później jest żuty i wypluwany do pojemnika przez panią domu. Tak powstały krem można od razu zmieszać z wodą i podać od razu albo odstawić na parę dni do fermentacji (w zależności od przeznaczenia napoju). Niektóre kobiety dodają do tego przeżute słodkie ziemniaki lub platany. Po przygotowaniu napoju kobieta nalewa go do własnoręcznie zrobionego naczynia i chodzi dookoła kręgu, podając go wszystkim mężczyznom. Niestety, nam częściej podawano wersję świąteczną, dłużej fermentowaną, czyli tę mniej smaczną jak się później okazało, która w smaku przypomina naszą góralską żętycę.





Podczas rytuału picia chichy następuje powitanie i wzajemne przedstawienie się. Każda wioska ma swojego sindico, czyli wodza wybieranego raz na 2 lata oraz promotora zdrowia i dyrektora szkoły. Ernesto, nasz przewodnik, powiedział nam, że jeśli chce się zdobyć poparcie wioski trzeba przychylnie nastawić do siebie te osoby, gdyż wszyscy darzą je respektem. Mimo istnienia tych władz Achuarowie są bardzo demokratyczni i wszelkie decyzje podejmowane są na zebraniach większością głosów zgromadzonych. Kobiety również mają prawo głosu, ale zazwyczaj jest ich bardzo mało na zgromadzeniach, a te, które są, zajmują się podawaniem chichy. Oprócz chichy mężczyźni proszą kobiety o wszystko. Przynieś te dwa pale, pójdź po maczetę, pójdź po wodę, przygotuj jedzenie… Zarówno z kobietami, jak i z dziećmi, trudno jest nawiązać kontakt, gdyż oprócz bariery językowej, przeszkodą jest również wstyd. Dzieci są bardziej skore do kontaktu, który na ogół polega na zabawie w gonienie, a z ich strony: uciekanie. Ale część z nich, widząc mnie, rozpłakiwała się od razu.



Po omówieniu z członkami plemienia wszystkich spraw, należy znów się napić chichy. W tym momencie już średnio "wchodzi", człowiek raczej marzy o sięgnięciu po przytargany baniak wody, ale natychmiast pojawia się żona kolejnego Achuara i podsuwa pod nos swoje naczynie. Picie chichy jest zwyczajem, który jednoczy wszystkich zebranych i dlatego jest ono tak ważne. Obcy pijąc chichę, zyskuje szacunek członków wioski, tak więc, chcąc nie chcąc, kontynuowaliśmy jej spożywanie. Teoretycznie w końcu można powiedzieć: Makathe jatze (Dziękuję, nie mogę - najczęściej przeze mnie używane słowo Achuar), ale gdy 10 kobiet chodzi w kółko i proponuje swój trunek, w praktyce czasami ciężko jest odmowić.



Każda chicha jest inna, gdyż każda kobieta robi ją na swój sposób. Jedna dodaje więcej wody, druga inne składniki, a trzecia dłużej żuje maniok. Od święta robi się mocniejsze, dłużej fermentowane trunki. Achuarowie nie piją alkoholu, więc podczas zabaw nocnych mają po prostu mocniejsze chiche. Gdy po raz pierwszy odwiedziłem wioskę Surikentsa miałem wypić całe naczynie mocnej chichy jako toast za początek znajomości. Na szcześcię Ernesto uprzedził sindico, żeby mnie oszczędził i zrozumiał, że nie wypiję wszystkiego. Dopiero podczas tej imprezy zrozumiałem dlaczego oni tak tę chiche uwielbiają. Oni się normalnie tym sfermentowanym trunkiem upijają. Prawie wszyscy mężczyźni byli następnego dnia chuchaki, czyli skacowani.

Mimo kaca nazajutrz maszerowaliśmy trzy kilometry do kolejnej wioski. Dla mnie było to spełnienie jednego marzeń z dzieciństwa, dla Ernesto - zwykły spacer po Ochocie.

Trwa ładowanie komentarzy...