Czy boimy się natury???

Dlaczego otaczające nas środowisko staje się dla nas bardziej obce? Dlaczego coraz mniej obcujemy z naturą? Jakie są tego powody?


W lutym 2012 roku liczba ludzi żyjących w miastach przerosła ilość ludzi mieszkających na wsi. Migracja do miast jest najbardziej widoczna w Chinach, gdzie w ciągu 10 lat miasta jednomilionowe stały się dziesięciomilionowymi. Według naukowców badających tego typu tendencje w 2020 roku co ósmy „mieszczuch” będzie pochodził z Chin.

Żyjąc w miastach, jesteśmy całkowicie odcięci od naszego naturalnego środowiska. Wydaję mi się wręcz, że wielu ludzi zapomina, co to jest obcowanie z naturą. Inni z kolei zaczynają się jej bać. Jak przyjechałem do Quito i opowiadałem, że jadę do Macas, które znajduje się na granicy Amazonii, ludzie mówili mi: Uważaj na wężę, na tarantule, na malarie... Jak na razie nie spotkałem w dżungli nic, co by mogło mi zagrozić (oprócz pół-martwego niejadowitego węża). Wszelkie statystyki pokazują, że dużo większym zagrożeniem dla człowieka niż natura jest on sam. Wszyscy (prawie wszyscy) boimy się rekinów. Nie tylko przez film „Szczęki”, ale też dlatego, że co jakiś czas słyszy się o tragicznie zmarłym surferze czy turyście. Jednak jeżdżąc po Polsce samochodem, widząc wszystkie „Czarne Punkty” i znając liczbę zmarłych w wypadkach, nie zastanawiamy się, jak niebezpieczne są samochody i wielu z nas wciąż wyprzedza „na trzeciego”. W krajach tropikalnych jest dużo więcej wypadków śmiertelnych spowodowanych przez spadające z palm kokosy niż ataki rekinów. Jednym słowem, to, czego nie znamy, wydaje nam się być dużo bardziej niebezpieczne niż jakiekolwiek zagrożenia, do których jesteśmy przyzwyczajeni.

Kolejnym zjawiskiem dobitnie pokazującym, że ludzie coraz mniej obcują z naturą, są tendencje wyjazdów wakacyjnych. Coraz więcej ludzi podróżuje, ale przepływ turystów dokonuje się głównie z jednego miasta do drugiego. Nawet jadąc nad morze, większość turystów wybiera większe miejscowości turystyczne takie jak Barcelona, Rio de Janeiro czy chociażby Świnoujście. Dzieje się tak ze względu na większą i lepiej zorganizowaną ofertę turystyczną, ale też jest to dużo wygodniejsza forma podróżowania. Ostatnio znalazłem bardzo ciekawe dane. Amerykańska firma, produkująca odzież sportową, Columbia Sportswear przeprowadziła badanie dotyczące spędzania czasu na dworze przez dzieci. Wyniki badania są według mnie szokujące. Średnio amerykanske dziecko spędza 15 minut dziennie na dworzu. Jest to tyle, ile potrzeba na dojście do przystanku autobusu i spędzenie na powietrzu szkolnych przerw. Przez wzrost użycia technologii przez dzieci i zachowywania środków ostrożności przez rodziców, wyrażenie „przyjaciele z podwórka” właściwie już nie istnieje.


Życie w mieście daje nam możliwość do korzystania z wielu usług, bez których nie możemy już żyć. Daje nam również wygodę w nabywaniu produktów, gdyż wszystko, co nam jest potrzebne do życia możemy kupić w supermarkecie. Z drugiej jednak strony zalety życia w mieście, powodują zanik niektórych umiejętności, które były jeszcze potrzebne naszym dziadkom. Dzisiaj jesteśmy przyzwyczajeni do konsumpcji i coraz częściej, kiedy np. zepsuje się nam radio kupujemy po prostu nowe, zamiast je naprawić. Dzieje się tak, ponieważ wydaje się nam, że w ten sposób zaoszczędzimy czas, który ciągle nam ucieka. Poza tym wiemy, że nas na to stać.

Na zakończenie chciałbym przytoczyć znakomity cytat Dalajlamy o naszej rzeczywistości. Na pytanie co go najbardziej zadziwia w naszym świecie odpowiedział:
"Człowiek. Bo poświęca swoje zdrowie, by zarabiać pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie. Oprócz tego, jest tak zaniepokojony swoją przyszłością, że nie cieszy się z teraźniejszości. W rezultacie nie żyje ani w teraźniejszości, ani w przyszłości; żyje tak, jakby nigdy nie miał umrzeć, po czym umiera, tak na prawdę nie żyjąc."
Trwa ładowanie komentarzy...